Trzy podejścia do startupów – relacja z BALTEXPO

W czwartek 9 października byłem na targach BALTEXPO. Widziałem dużo ciekawych rzeczy – wyrzutnie Piorun, drony, pociski, radary a nawet moduły do budowy własnych bunkrów. Ale najbardziej podobała mi się strefa startupów. I to właśnie o trzech projektach, które tam widziałem się dzisiaj rozpiszę. Każdy z nich pokazuje inną drogę i inną filozofię pracy nad projektem oraz budowania biznesu. Warto sobie zdawać sprawę, że mamy do wyboru więcej niż jedną opcję.

AFLEET

To pojazd nawodny do zbierania danych pomiarowych i eksploracji niebezpiecznych lub trudno dostępnych miejsc. A jednocześnie zwycięzca konkursu startupów na BALTEXPO. Jakub – twórca projektu pracuje nad nim od siedmiu lat. I najpierw był to projekt do szuflady, a raczej projekt do garażu robiony w wolnych chwilach. Kuba ma własną firmę z branży elektroniki morskiej, która jest jego głównym źródłem utrzymania. A kiedy zrobił kilka lepszych zleceń miał fundusze i czas, które mógł wpakować w rozwój swojego pojazdu.

Tak więc z początku projekt powstawał bez ciśnienia, wolniej niż by mógł, bez dotacji, bez inwestorów. Największy problem z własnymi projektami rozwijanymi po godzinach jest taki, że robimy z grubsza to samo, co w pracy i już nam się po prostu nie chce. Dlatego własna firma, która rozkręci się do poziomu dającego pieniądze i czas na realizowanie własnego projektu jest kuszącą opcją. Chociaż długą i nie zawsze możliwą.

W każdym razie dzięki temu Jakub mógł pracować bez presji szukania inwestorów od samego początku. To jednak wpłwa na decyzję i musimy robić prototyp, który ma wyglądać na prezentacjach sprzedażowych i nie ma czasu podłubać w kodzie, sprawdzić różnych dróg i sprecyzować, co właściwie chcemy osiągnąć.I to nie tylko od strony technicznej. Bo jednak startup to wywrócenie swojego życia do góry nogami. A to skupienie na sprzedaży jest źródłem jednej z głównych krytyk startupów – że są puste w środku, nie mają żadnej wartościowej technologii i tak naprawdę nadmuchują bańkę.

Jakub powoli rozwijał projekt, a kiedy przyszła pora – rozszerzył zespół, poszedł do różnych instytucji wspomagających startupy i ostatecznie skręcił na tory bardziej kojarzone ze startupami. Ale z drugiej strony miał już za sobą kilka lat projektu, a jego bazowa działalność zapewniła mu pierwszych klientów i zlecenia. Podobno właśnie klienci byli jednym z głównych argumentów, które zadecydowały o jego zwycięstwie w konkursie.

Model biznesowy dla startupów robiących tego typu pojazdy również jest ciekawy. Raczej nie mają większych szans zaistnieć jako produkt wieloseryjny. Dlatego raczej trzeba rozwijać flotę swoich pojazdów i łączyć je z usługami. Czyli firma docelowo powinna nie tylko rozwijać swoją platformę, ale również szkolić zespół operatorów, którzy będą mogli realizować zlecenia. Myślę, że to cenna uwaga dla wszystkich, którzy myślą o komercjalizacji swojego pojazdu.

A na zdjęciu widzicie pojazd kołowy, który służył do testowania aparatury pomiarowej. W sumie firma robiąca tego typu pojazdy nie musi się ograniczać do jednej platformy mobilnej. Większość projektu powinna być łatwa do przeniesienia między różnymi pojazdami bazowymi.

Aquatica

Ten projekt to pojazd podwodny sterowany przez operatora. Docelowo ma być autonomiczny. Również służy głównie do zbierania danych i dostępu do trudno dostępnych miejsc.

Marta – autorka projektu pracuje nad nim od półtora roku. Dostała na niego dotacje unijne i ma już za sobą realizację pierwszych zleceń dla klientów. Czyli również wybrała drogę własny sprzęt + usługi, a nie sprzedaż produktu. Ale jej droga była dużo krótsza niż w poprzednim przypadku i bardziej podobna do tego jak sobie zwykle wyobrażamy startupy. Czyli udało jej się dojść do ciekawych efektów w dużo krótszym czasie, musiała wziąć na projekt dotacje, ale dzięki temu mogła się w niego zaangażować na 100%. Wydaje mi się, że taka droga jest najlepsza kiedy jeszcze jesteśmy na studiach albo zaraz po. Wtedy ryzyko związane ze startupem jest mniejsze i nie mamy zagrzanej posadki w korpo, która może nie jest zbyt angażująca intelektualnie, ale dobrze płacą i szkoda to stracić.

Z drugiej strony kiedy mamy doświadczenie komercyjne w różnych projektach i widzimy jak firmy działają od środka też łatwiej nam wykorzystać tę wiedzę i wiedzieć mniej więcej czego się spodziewać. Mnie w takiej drodze najbardziej by niepokoiło to, że jestem na łasce urzędników.

No ale wracając – z tego co zrozumiałem, nad projektem pracują dwie osoby, A o szczegółach technicznych i problemach projektowych Marta nie chciała za dużo opowiadać w obawie przed wyjawieniem jakiś przewag konkurencyjnych.

Jedna rzecz, która mnie zainteresowała to właśnie autonomiczne poruszanie. Do niego jest potrzebne określanie pozycji. A pod wodą jest problem z GPS i ogólnie systemami opartymi na falach radiowych. Można stosować nawigację inercyjną i sonary. Istnieją też logi, czyli odpowiedniki enkoderów na żaglówkach. SLAM i nawigacja w oparciu o obiekty zewnętrzne też jest utrudniona bo pod wodą może nic nie być i tylko trochę nas może ratować skanowanie dna. Marta twierdziła, że nie chce korzystać w tym celu z ROSa tylko samemu wszystko implementować. Moim zdaniem to dużo żmudnej rzeźby i przynajmniej do prototypu lepiej użyć gotowca aby nie zakopać się w pobocznych funkcjach. Ale co ciekawe – załoga AFLEET też się obraziła na ROSa i wolą wszystko robić sami.

ResQvest

W odróżnieniu od poprzednich projektów będących pojazdami wodnymi – tutaj mamy zupełne przeciwieństwo. Małe urządzenie wielkości pudełka od zapałek. Dużo tańsze i szybsze w developmencie. Do tego nadaje się do produkcji seryjnej.

Jest to nadajnik do użycia w kamizelkach ratunkowych dla fanów sportów wodnych. Dzięki niemu można wezwać pomoc i określić lokalizację rozbitka. To rozwiązanie nie używa GPS, tylko LoRa. Dzięki temu może się wyróżnić od innych rozwiązań albo działać równolegle z nimi zapewniając redundancję. W innej sali targów były różne systemy identyfikacji rozbitków. Na przykład montowane w krzesłach dla pilotów odrzutowców. Takiego pilota trzeba szybko uratować w przypadku wypadku i przenieść zza linii wroga. Takie systemy są od dawna ale są drogie i skomplikowane. Zwykły żeglarz, czy amator Kite’a raczej z nich nie skorzysta.

Co ciekawe, autorzy projektu – Bartek i Leszek wcale nie chcą stać się wielkim milionowym startupem. Ich głównym celem jest przetrzeć szlaki dla innych projektów. Zobaczyć jak wygląda ekosystem startupów w Polsce. Autorzy są zaangażowani w różne inne projekty. Tam często pojawiają się pomysły na nowy biznes. Dlatego na przyszłość chcą mieć wybadany temat od strony organizacyjnej.

Inne projekty

Na strefie startupów było jeszcze dużo więcej ciekawych projektach. Zachęcam Was do zapoznaia się z nimi. Wybrałem te trzy, bo obrazują różne podejścia do tematu startupów zarówno z perspektywy produktu, jak i autora projektu. Z innych ciekawych projektów mogę jeszcze wskazać:

Wszystkich projektów nawet nie zdążyłem zobaczyć, bo byłem ostatniego dnia i już wszyscy się powoli zwijali. Na targach jednak najlepiej być pierwszego dnia. Wtedy jeszcze wszyscy mają siłę, a uczestnicy nie zabrali im wszystkich gadżetów.

Poza strefą startupów również można było zobaczyć wiele ciekawych projektów. Od firm realizujących całe systemy pływające do specjalizujących się w poszczególnych elementach jak systemy satelitarne, radarowe czy nawet niewielkie moduły z sensorami. Poniżej jeszcze kilka zdjęć.

Podsumowanie

Jestem pod wrażeniem jak zmienił się rynek startupów w Polsce. Okazuje się, że projekty związane z robotyką są aktualnie na topie. A próg wejścia wcale nie jest taki wysoki. Kiedyś myślałem, że skoro startupy mają być innowacyjne, a istnieją firmy robiące łaziki – to nie jest żadna innowacja i pomysł na startup tylko projekt do szuflady. Okazuje się jednak, że według definicji urzędników od dotacji mamy też innowacje europejskie, krajowe, regionalne i teraz są na nie pieniądze w wielu różnych programach. Szczególnie jeżeli w opisie projektu dodamy jeszcze, że przyczyniamy się do oszczędzania energii, zmniejszenia emisji CO2 i umieścimy różne buzzwordy, które są aktualnie na topie. Nie jest to duża cena za budżet na realizację własnego projektu i szansę na jego komercjalizację. A nasz startup nie musi od razu konkurować z Boston Dynamics.

Jeżeli chodzi o te programy dofinansowań to moim zdaniem naiwne jest myślenie, że zrobimy wstępny plan i od razu wymyślimy super innowacyjny produkt, który potem przez lata będziemy rozwijać zgodnie z biznesplanem. A tak zawsze widziałem definicję innowacji z perspektywy urzędników (a chodzenie za sprawami administracyjnymi jest tym co mnie zawsze najbardziej od startupów odrzucało). Moim zdaniem prawdziwy postęp wynika z małych rzeczy, które odkrywamy w trakcie walki z projektem. To właśnie te odkrycia prowadzą nas do zmian koncepcji, nowych wariantów naszego projektu czy kolejnych produktów. I to właśnie nagromadzenie tych małych obserwacji i usprawnień w długim okresie czasu decyduje, że jedne rozwiązania działają, a inne nie.

W każdym razie mamy dobre czasy dla robotyki. Nic tylko robić projekty i zakładać startupy. A przy okazji polecam przejść się na targi, konferencje i różne eventy dla przedsiębiorców w Twojej okolicy żeby zobaczyć jak wyglądają w praktyce rozwiązania, które osiągnęły sukces.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *